Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

piątek, 4 sierpnia 2017

Rozwiązanie konkursu z okazji pięknej pogody.


Nie będę bez sensu się produkować. Pakiecik ze zdjęcia wygrywa uczestnik, które wysłał to zdjęcie:


Przypomniało mi ono moje wakacje u babci, gdy zachwycona małymi, żółciutkimi kurczaczkami, siedziałam długo przy wybiegu dla tych puszystych stworzonek.

Przypominam odpowiedź konkursową:
Mam nadzieję, że ten najpiękniejszy/najlepszy dzień jeszcze przede mną, bo tak całkiem szczerze, bez owijania w bawełnę, to lato nie przyniosło mi jak dotąd niczego dobrego. Nagrody w puli są tak zacne, że grzechem było by nie podjąć rękawicy i o nie nie zawalczyć. Jednak z uwagi na to, jak paskudną pogodę serwuje mi tegoroczne lato muszę się bardzo postarać by znaleźć coś pozytywnego, co sprawiło że się uśmiechnąłem. Nawiasem mówiąc jestem silnie związany z ziemią, jako osoba posiadająca swój kawałek podwórka przez co we wstępie mojego komentarza pozwoliłem sobie ponarzekać na pogodę. Jeśli ktokolwiek był zmuszony podlewać blisko 2 tysiące sadzonek kapusty przez półtorej miesiąca – sadzonka po sadzonce z konewki tylko po to, by po tym czasie dowiedzieć się że na pi razy oko 90 % nici z kiszenia kapusty czy gołąbków w tym roku, ten wie o czym mowa i w czym tkwi sekret mojego kiepskiego samopoczucia i rzecz jasna psioczenie na tropikalną, hiszpańską pogodę tego lata w jego pierwszym okresie oraz ulewne deszcze, nic nie wnoszące do tematu uprawy kapusty w późniejszym. Skoro już wspomniałem, że jestem związany z pracami polowymi i szeroko pojętym rolnictwem, to należy przejść do meritum bo coś zaczyna mi świtać a propos najpiękniejszych, tudzież najlepszych dni tego lata. Rzecz jasna nie będzie to nic nadzwyczajnego ani nic z gatunku historyjek wyciskających łzy z oczu. Ot samo życie i cała reszta. A wszystko tyczy się pewnego zwierzęcia, które w wieku 16 lat zostało mamą. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że ów panna teraz już z dzieckiem jest tak bardzo posunięta w latach. :) Biorąc pod uwagę gatunek stworzenia o którym ten komentarz to tym bardziej zadziwiające i komiczne bo przecież jeśli ktokolwiek z osób przekraczających podwoje mojego podwórka dowie się, że mieszka w nim gąska w tak słusznym wieku w pierwszej chwili nie dowierza w drugiej zaś zaczyna sobie żartować z faktu co tak stary osobnik jeszcze robi na ziemskim padole i dlaczego jeszcze nie został zjedzony czym rzecz jasna spotyka się z gromiącym spojrzeniem z mojej strony. Moment, moment. Chyba wciąż nie wyjaśniło się o kim, bo przecież o stworzeniu które liczy sobie znacznie więcej lat niż wiek trójki siostrzeńców których się doczekałem jak dotąd nie można powiedzieć "coś". Toć to zwierzę jest członkiem rodziny, a że jest gąską w niczym temu nie przeszkadza. Niektórzy maja kotki, inni pieski w moim podwórku zaś prym wiedzie niedowidząca już gąska, która roku pańskiego 2016 postanowiła raz jeszcze stanąć na wysokości zadania i z dwóch jaj które zniosła w ciągu całego okresu lęgowego doczekała się potomka, który nomem omen do mamusi jest podobny jedynie w nieznacznej części (wszystko wyjaśni się z pomocą zdjęć, które zostaną wysłane na e-mail). Ja tu gadu, gadu jak mawiał mój historyk w szkole średniej, a przecież chłop śliwki rwie a czas nie ubłagalnie gna i wkrótce skończy mi się czas na dodanie komentarza. Otóż pewnego pięknego – choć trudno w to uwierzyć po moim wstępie do tego komentarza gąska o wdzięcznym imieniu Wanda postanowiła zadać się z pewnym gąsiorem imieniem Wacław – samcem dorodnym i w pełni sił. Po fakcie o którym wspominać nie wypada, z uwagi na fakt że odbiorcami powyższej i poniższej treści są zapewne osoby młodsze aniżeli pełnoletnie nastąpił czas oczekiwania z nadzieją na jaja tak by geny gąski pamiętającej niemal czasy poprzedniego stulecia nie zostały zatracone. Mija tydzień od zejścia się kochanków i pawie drugi po czym gąska zaczyna mościć sobie gniazdo. Kilkanaście godzin później jest długo wyczekiwane jajo. Niestety zrządzeniem pewnych okoliczności zostało ono stłuczone przez nie uważną przyszywaną mamę kwokę której zadaniem było wysiadywanie go przez okres 31 dni. Człowiek zniechęcony bo coś czego wyglądał od lat zostało tak niechybnie zmarnowane. Po około tygodniu od tamtego czasu pojawiło się drugie i jak się okazało ostatnie w tym roku jajo Wandy. Tym razem właściciel nauczony wypadkami towarzyszącymi pierwszemu jaju postanowił zaangażować w wysiadywanie najlepszą kwokę z zagrody. Wysiłek się opłacił i po 31 dniach ku uciesze wszystkich domowników zagroda powiększyła się o pisklę które dziś jest już ponad miesięcznym osobnikiem płci jak się wydaje specom od seksowania męskiej. ;)
Osobę, która przyznaje się do odpowiedzi proszę o wiadomość z adresem.

Cała reszta niech się nie martwi, na Instagramie jest do wygrania książka wcale nie gorsza, a za niedługo szykuje się konkurs na Facebooku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.