Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

niedziela, 17 września 2017

Ponowne spotkanie z Hendel.

Paulina Hendel znana mi jest ze swojej debiutanckiej trylogii „Zapomniana księga”. Moje serce zdobyła tym, że umieściła w swoich książkach potwory z wierzeń naszych przodków. Cieszę się, że ten motyw jest coraz bardziej popularny. Autorzy, zamiast inspirować się obcymi kulturami, sięgają do naszych korzeni. Seria dla mnie jest wyjątkowa jeszcze z innego powodu – to od niej zaczęłam przygodę z postapokalipsą. W „Pustej nocy”, która rozpoczyna serię „Żniwiarz” także mamy do czynienia ze słowiańskimi legendami.


Magda nie do końca jest zwyczajną dziewczyną. Widzi nawich: duchy, potwory, wampiry... Wprawdzie to jej wujek jest tytułowym Żniwiarzem, ale ona także potrafi się rozprawić ze słabszymi bestiami. Oczywiście mieszkańcy miasteczka nie wiedzą nic o profesji bohaterów, ale podświadomie czują, że nie są oni normalni. Mimo swoich nadnaturalnych zdolności bohaterka nie jest traktowana poważnie. Jest w głupim wieku – niby już ma dwadzieścia lat, ale wciąż rodzina i, co gorsza, Feliks (wspomniany Żniwiarz) odnoszą się do niej jak do dziecka. Nikt jej nie pozwala towarzyszyć wujowi w pracy.

środa, 13 września 2017

Zatrzymać piękno na dłużej...

Byłyśmy Motylami i nasze krótkie życia miały się skończyć w szklanej gablocie.

Czasem u kogoś, kto czyta sporo, nachodzi moment „czytelniczej niemocy”. Cokolwiek zaczynałam, nudziło mi się po pięciu minutach, a to nie były książki, które normalnie by mnie nudziły. Postanowiłam więc sięgnąć po coś, co mną wstrząśnie i co mnie wciągnie. Może terapia szokowa zadziała? W tym celu sięgnęłam po „Kolekcję motyli” Dot Hutchison.

Nie ukrywam, że na decyzję o wzięciu książki do recenzji wpłynęła sama okładka. Prosta, ale piękna i niezwykła. Na zdjęciach tego nie widać, ale litery i motyl są tłoczone. Widziałam też oryginalne wydanie powieści. Jest nieciekawe, by nie powiedzieć brzydkie. Wcześniej czytałam „Obrońcę” także wydaną przed Filię Mroczną Stronę i tam była ta sama historia. Obie okładki zaprojektował Mariusz Banachowicz. Jestem pod wrażeniem talentu.

Książka opowiada historię Ogrodnika. Porywał on piękne kobiety, tatuował motyle na plecach i traktował je jak piękne przedmioty. Jego własność. Cała akcja dzieje się podczas przesłuchania jednej z ocalałych kobiet, która to wszystko opowiada (więc od początku wiemy, że zakończenie jest szczęśliwe). Jest ona dziwnie spokojna, nie zachowuje się jak ofiara psychopaty. Funkcjonariusze podejrzewają, że mogła uczestniczyć w procederze. A jaka jest prawda? Główna bohaterka sporo przeszła w przeszłości – nigdy nie miała prawdziwego domu, od dziecka była niechciana i niekochana. To wszystko z początku mnie irytowało: po co dawać jednej bohaterce aż tyle nieszczęść? Z czasem zrozumiałam, że dzięki temu mogła ona przeżyć w Ogrodzie. Co więcej, dzięki swojej sile pomogła innym kobietom przetrwać.

sobota, 9 września 2017

Co tam u Emilii Przecinek?

Proza Olgi Rudnickiej całkowicie zawładnęła moim czytelniczym sercem. Za każdym razem serwowała mi dużą dawkę dobrego humoru, cały wachlarz niebanalnych postaci, oraz świetną fabułę. Każdą nowość wyczekuję z ogromnymi nadziejami, podobnie było przy premierze „Życia na wynos”. Jak dotąd autorka mnie nie zawodziła. Jak będzie tym razem?


Wesołą ferajnę znamy z poprzedniej książki. Emilii Przecinek, jej dzieci, menadżerki oraz matki z teściową przedstawiać nie trzeba, więc prezentacje pominę. Najlepiej po prostu przeczytać „Granat poproszę”. Przejdźmy do fabuły. W piwnicy bloku, w którym mieszkają wyżej wymienieni bohaterowie, zostaje zamordowany człowiek. Główna bohaterka doznaje szoku na widok trupa i mdleje, uderzając się w głowę, co z kolei przyczyniło się do częściowej amnezji. Jako świadek jest kompletnie nieprzydatna. Oczywiście to dopiero początek szalonych przygód przecinkowej rodziny.

wtorek, 5 września 2017

Czy życie po zdradzie jest trudne?

Pisałam kiedyś, że od jakiegoś czasu czytam książki romantyczne, które zaczynają się od rozwodu, czy rozstania z wieloletnim partnerem. Dziś pomyślałam, że nie wiem, kiedy one zastąpiły historie miłosne dwudziestolatków kończące się ślubem, lub zaręczynami. Tak samo nie pamiętam, kiedy przestały mnie bawić pierwsze miłości szkolne. Dorastanie człowieka można obserwować przez lektury, które czyta, ale ciężko wychwycić granicę między kolejnymi etapami. Kiedy ostatni raz przeczytałam książeczkę z serii „Poczytaj mi mamo”? Kiedy ostatni raz odłożyłam na półkę „Zielonego prosiaczka z guziczkiem w nosku”? Kiedy ostatni raz oddałam do biblioteki „Alicję z krainy czarów”? Kiedy rozstałam się z serią „Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty”?

Jak pisałam, człowiek dorasta, rozwija się i przechodzi przez różne, trudne czasem do wychwycenia, etapy. Alicja została postawiona przed pewnym faktem: do domu mąż przyprowadza kochankę, ta bezceremonialne oświadcza, że jest w ciąży i się wprowadza. Dla bohaterki to jest cios – sama od wielu lat stara się o dziecko. No dobrze, może nie sama, z mężem. Bohaterka, zachowując godność, wyprowadza się z domu i zajmuje kawalerkę przyjaciółki. Czeka na nią wiele wyzwań: musi znaleźć pracę, uporać się z rozwodem i stratą męża, przybłąkał się bezdomny pies, do głowy wpada także pomysł na biznes.

piątek, 1 września 2017

No to Popiołek wybiegał sobie kłopoty...

Książka, którą mam przed sobą, przyciągnęła mnie okładką. Ma ona coś w sobie. Z twórczością autora nie miałam okazji się spotkać. Jego książki jakoś mnie omijały jak zapewne wiele innych dobrych powieści. „Biegacz” jest, jak wyczytałam na portalu Lubimy Czytać, jedenastym dziełem autora. Wcześniejsze były dość dobrze oceniane, więc pełna nadziei sięgnęłam po tę.

Główną, i jedyną znaczącą, postacią jest Bogdan Popiołek. Mieszka on w Poznaniu i uczy gimnazjalistów historii. Po godzinach walczy z kilogramami poprzez bieganie. Nie od razu jest kolorowo, ale wysiłek fizyczny powoli zaczyna sprawiać mu przyjemność. Kto zaczynał przygodę ze sportem, wie, jak ciężkie są pierwsze tygodnie.

Pewnego dnia bohater zauważa coś niepokojącego. Najpierw jeden biegacz, za nim następni, raczej starsi. Niby nic niezwykłego, ale jednak nie do końca. Krótko po tym spotkaniu jeden z mężczyzn ginie, o czym protagonista dowiaduje się z wiadomości. Kierowany obywatelskim obowiązkiem, idzie złożyć zeznania. Stosunek stróżów prawa do osoby, która prawdopodobnie jako ostatnia widziała zmarłego, jest dość zaskakujący. Bogdan zostaje zignorowany.

Bohater, czując, że sprawa śmierdzi, postanawia wszcząć własne śledztwo. Nawet nie wie, w co się wpakował...