Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

sobota, 9 września 2017

Co tam u Emilii Przecinek?

Proza Olgi Rudnickiej całkowicie zawładnęła moim czytelniczym sercem. Za każdym razem serwowała mi dużą dawkę dobrego humoru, cały wachlarz niebanalnych postaci, oraz świetną fabułę. Każdą nowość wyczekuję z ogromnymi nadziejami, podobnie było przy premierze „Życia na wynos”. Jak dotąd autorka mnie nie zawodziła. Jak będzie tym razem?


Wesołą ferajnę znamy z poprzedniej książki. Emilii Przecinek, jej dzieci, menadżerki oraz matki z teściową przedstawiać nie trzeba, więc prezentacje pominę. Najlepiej po prostu przeczytać „Granat poproszę”. Przejdźmy do fabuły. W piwnicy bloku, w którym mieszkają wyżej wymienieni bohaterowie, zostaje zamordowany człowiek. Główna bohaterka doznaje szoku na widok trupa i mdleje, uderzając się w głowę, co z kolei przyczyniło się do częściowej amnezji. Jako świadek jest kompletnie nieprzydatna. Oczywiście to dopiero początek szalonych przygód przecinkowej rodziny.

Książkę czytało się dobrze i szybko. Nie powiem, nawet parę razy parsknęłam śmiechem. Autorka dość często mnie zaskakiwała. Ciekawe ile jeszcze szalonych przygód siedzi jej w głowie i czeka na swoją kolej? Nie nudziłam się z powieścią, jest moim zdaniem idealnym poprawiaczem nastroju, czy umilaczem nudnego wieczoru. Powiem szczerze, że wciąga, ale nie tak, aby nie móc jej odłożyć.

Niestety po poprzedniej powieści miałam znacznie większe oczekiwania odnośnie do tej pozycji. Zacznę może od dowcipów. Nie powiem, dość zabawnie było, acz miałam wrażenie, że to już czytałam. Niestety Autorka poszła po linii najmniejszego oporu i w większości podała nam odgrzewane kotlety. Wiadomo, że będzie dobre i pewnie, gdybym poprzednią część czytała dawniej, bądź wcale, nie czepiałabym się zbytnio. Tym razem myślałam, że jeśli jeszcze raz przeczytam ten żart o niebyciu fobem i homo, to mnie coś strzeli. Pojawiał się on z zatrważającą wręcz częstotliwością.

Kreacja postaci. Niestety autorka nie pokusiła się o rozwinięcie bohaterów, głównie mężczyzn. Poza baniem się „pterodaktyli” i przytakiwaniem im nie mieli nic specjalnego do zaprezentowania. Poprzednio byli oni bladzi, bez większego wyrazu, i o ile wtedy specjalnie mi to nie przeszkadzało, o tyle teraz zgrzytało mi podczas czytania. Jedyną osobą, u której zauważyłam zmianę, jest główna bohaterka. Stała się jeszcze bardziej nieżyciowa, zakręcona i nieporadna. Po prostu czasem działała mi na nerwy.


Fabuła była za to na plus. Choć gdyby wyrzucić wszelkie zabawne dialogi, niewiele akcji by zostało, to cała intryga bardzo mnie wciągnęła. Nie jest odkrywcza, niewiele rzeczy mnie zaskoczyło, jednak autorka potrafi przedstawić najbardziej błahą sprawę w ciekawy sposób.

Czy sięgnę po kolejny tom przygód naszych bohaterów? Oczywiście. Kocham styl Olgi Rudnickiej i ta książka nie zmieniła mojego stosunku. Mam nadzieję jednak na dopieszczenie postaci, urealnienie ich i nadanie nowych cech charakteru oraz świeżą krew w postaci nowych, ciekawych bohaterów. Liczę także na nowe dowcipy. Tego, że sprawa będzie interesująca, jestem pewna.

Z możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Duże Ka, oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.

4 komentarze:

  1. Muszę w końcu sięgnąć po jakąś książkę autorki :)
    Niestety jeszcze mi nie było to dane:<

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu "Granat poproszę" przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.