Panel w budowie. Wróci za jakiś rok.

wtorek, 5 września 2017

Czy życie po zdradzie jest trudne?

Pisałam kiedyś, że od jakiegoś czasu czytam książki romantyczne, które zaczynają się od rozwodu, czy rozstania z wieloletnim partnerem. Dziś pomyślałam, że nie wiem, kiedy one zastąpiły historie miłosne dwudziestolatków kończące się ślubem, lub zaręczynami. Tak samo nie pamiętam, kiedy przestały mnie bawić pierwsze miłości szkolne. Dorastanie człowieka można obserwować przez lektury, które czyta, ale ciężko wychwycić granicę między kolejnymi etapami. Kiedy ostatni raz przeczytałam książeczkę z serii „Poczytaj mi mamo”? Kiedy ostatni raz odłożyłam na półkę „Zielonego prosiaczka z guziczkiem w nosku”? Kiedy ostatni raz oddałam do biblioteki „Alicję z krainy czarów”? Kiedy rozstałam się z serią „Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty”?

Jak pisałam, człowiek dorasta, rozwija się i przechodzi przez różne, trudne czasem do wychwycenia, etapy. Alicja została postawiona przed pewnym faktem: do domu mąż przyprowadza kochankę, ta bezceremonialne oświadcza, że jest w ciąży i się wprowadza. Dla bohaterki to jest cios – sama od wielu lat stara się o dziecko. No dobrze, może nie sama, z mężem. Bohaterka, zachowując godność, wyprowadza się z domu i zajmuje kawalerkę przyjaciółki. Czeka na nią wiele wyzwań: musi znaleźć pracę, uporać się z rozwodem i stratą męża, przybłąkał się bezdomny pies, do głowy wpada także pomysł na biznes.

!!!Uwaga, wpis może zawierać śladowe ilości spojlerów!!!
Ale czy tak przewidywalną książkę można zaspojlerować?

Książkę czytało się dobrze, nie powiem. Może nie zauważyłam wybuchów niekontrolowanego śmiechu, ale parę sytuacji mnie rozbawiło. Autorka ma lekkie pióro, całą książkę można przeczytać w parę godzin. Podobały mi się tytuły rozdziałów oraz retrospekcje – wyszły bardzo naturalnie. Nie jest to nic ambitnego, taki poprawiacz nastroju, może nawet odmóżdżacz. Każdemu czasem jest potrzebna pozycja, przy której można wyłączyć myślenie i się zrelaksować.

Gorzej, jeśli to myślenie się włączy. Ja niestety popełniłam ten błąd i zauważyłam całą masę błędów (bynajmniej nie gramatycznych), uproszczeń i niezliczoną liczbę irytujących przypadków. Autorka umieściła w książce zbyt dużo niezwiązanych ze sobą sztampowych postaci, wydarzeń, często nielogicznych, czy nawet nierealnych.

Ale po kolei. Pierwsze, co mnie zirytowało, to była niesamowita płytkość powieści. Powiedzieć, że autorka szła na skróty, to nic nie powiedzieć. Jeśli używamy tutaj podróżniczej metafory, to bardziej pasowałoby powiedzieć, że autorka używała teleportacji w fabule swojej książki. Bohaterkę poznajemy na życiowym zakręcie – rozwodzi się z niewiernym mężem. Co doprowadziło do rozpadu związku? Kiedy para oddaliła się od siebie? Nie mówcie mi, że kobieta w takiej sytuacji nie stawia sobie tego typu pytań. Alicja na pewno tego nie robiła. Co więc czyniła? Oczywiście upiła się z przyjaciółkami, po czym otrzepała się z kurzu i poleciała podbijać świat, męskie serca i portfele rozwódek. A co z żałobą? Co z rozpaczą? Co z układaniem sobie życia? Co z przepracowaniem problemu? Miałam wrażenie, że bohaterka pozbyła się kurzajki, nie męża... No dobra. Jakbym ja miała kurzajkę, pewnie bym to jakoś przeżywała choć trochę.

Myślice, że założenie firmy jest skomplikowane? Że złożenie wniosku o dotacje oznacza tony papierzysk i tygodnie czekania? Skąd! Żyjemy w kraju „pierwszego świata”! Wszystko załatwisz w jednym okienku. Podczas jednej wizyty w urzędzie. W jednym urzędzie. Natychmiast klienci zaczną walić kominami do Ciebie. To, co z tego, że nigdy tego nie robiłaś. Przecież to proste jak pokrojenie cebuli.

Wszystko niestety jest tutaj potraktowane lekko, po łebkach. Wątek miłosny jest nierealny, ciężko mi go zrozumieć. Kiedy ta miłość się pojawiła? Jak się rozwijała? I czy bohaterka parę dni po opuszczeniu domu jest gotowa na nowy związek? Pojawiła się także masa niepotrzebnych, zapychających wątków: ten z psem, z facetem chowającym się przed policją, z kobietą chorą na demencję (może Alzheimera), z dawną sąsiadką i jej kurami, ze sprawą obcej kobiety o alimenty, czy w końcu wątek robotnika opowiadającego dowcipy o krasnalach. Dodam, że każdy z nich pojawia się przypadkiem, bez żadnego powodu i sensu. One zresztą są urywane i nie mają wpływu na fabułę. Gdyby je wyrzucić, może udałoby się rozwinąć te ważniejsze wątki.

Lecz do dwóch rzeczy muszę przyczepić się przede wszystkim. Dlaczego nikt nie zgłosił „oszustów od psa” na policję? Myślę, że 500 złotych jest kwotą, którą chętnie zajmie się wymiar sprawiedliwości. Nie znam też nikogo, kto machnąłby na taką sumę ręką, na zasadzie „stało się”. A jaka jest druga rzecz? W powieści bohaterka w sądzie zjawia się znacznie przed czasem. Na tyle wcześnie, aby zostać zamkniętą w pustej sali rozpraw, następnie obserwować rozprawę innego małżeństwa i uczestniczyć w swojej rozprawie rozwodowej. Nigdy nie byłam w sądzie, ale nie sądzę, aby sprawy zostały rozwiązane w 15 minut. Kiedy ona przyszła? Trzy godziny przed czasem? Dodam także, że w polskim sądzie wszystko załatwia się na jednej rozprawie. Ktoś się naoglądał chyba „Sądu rodzinnego”.

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest tak, ze zła Agata znów wyszukuje na siłę i się czepia. Nie znoszę po prostu braku logiki w powieściach. Gdy czytam o kobietach skrzywdzonych przez mężczyzn, chcę wiedzieć, co ona czuje, jak podnosi się po upadku, staje się silna. Tutaj miałam wrażenie, że po pierwsze bohaterkę zdrada męża niewiele obeszła, po drugie – cały wszechświat staje na głowie, aby bohaterce było lepiej. Ona niczego nie osiąga, nie stara się zmienić swojego życia. Ono samo się zmienia, ona po prostu jest w odpowiednim miejscu i odpowiedniej porze. Czytało się dość przyjemnie, może nawet sięgnę po kolejne części, choć „efektu wow” nie było.

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję portalowi Duże Ka, oraz wydawnictwu Replika.

2 komentarze:

Komentuj, krytykuj, chwal i piętnuj.A przede wszystkim się podpisz i nie wstawiaj linków. Na bank zajrzę, jeśli będę wiedziała do kogo.

Komentarze anonimowe, niekulturalne i zawierające spam będą usuwane.